Recenzja raportu analitycznego „Nie stracić Białorusi. Tak UE i Polska zaniedbują ten kierunek”, przygotowanego na podstawie zamkniętej debaty panelowej w ramach Defence24 Days

This article is published in Polish.
Na tle zachodniej analityki poświęconej Białorusi raport wyróżnia się realistycznym ujęciem problemu relacji z Mińskiem oraz krytycznym podejściem do rozwiązań stosowanych obecnie zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i Polski.
Tekst zawiera jedynie skrócone wnioski z zamkniętego panelu „Odwilż USA – Białoruś. Czy Polska i Europa powinny skorygować politykę względem Mińska?”. Mimo to materiał jest wystarczający, by poddać rozumowanie autorów uporządkowanej analizie.
Jedną z głównych zalet opracowania jest przejrzysta, logicznie zbudowana forma, która ułatwia przyswojenie przedstawionych też.
Przedmiotem analizy ekspertów stał się stan obecnych relacji białorusko-amerykańskich, białorusko-europejskich i białorusko-polskich. Stosunki te analizowano przez pryzmat czterech następujących kwestii:
relacji transatlantyckich,
relacji białorusko-rosyjskich,
kwestii więźniów politycznych i społeczeństwa obywatelskiego,
roli Organizacji Narodów Zjednoczonych[1].
Widać tu częściową tautologię między przedmiotem analizy a konkretnymi pytaniami (podtematami): w obu przypadkach mowa jest o relacjach, i to częściowo tożsamych, skoro relacje transatlantyckie w ujęciu autorów obejmują politykę Stanów Zjednoczonych wobec Białorusi[2].
Mimo to ogólny kąt analizy w tej ramie został wybrany właściwie. Dwa główne czynniki kształtujące dziś politykę Mińska to relacje z Moskwą i z Waszyngtonem. Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską, jej polityka wobec Białorusi ogranicza się obecnie do sankcji i izolacji politycznej.
Instrumenty te — co raport słusznie podkreśla — są niewystarczające do wywierania wpływu na Mińsk, a samo podejście nie leży w interesie UE: „Brak zaangażowania nie zwiększa bezpieczeństwa Europy, ale ogranicza możliwości oddziaływania na Mińsk i stwarza warunki do dalszego pogłębiania jego zależności od Moskwy”. [3]
Na szczególną uwagę zasługują dwa szczegółowe wnioski dotyczące relacji Mińska z Brukselą i Waszyngtonem.
Pierwszy wniosek: „Powrót do relacji sprzed 2020 roku, kiedy Alaksandr Łukaszenka próbował równoważyć wpływy Moskwy i Brukseli, został uznany za nierealny. Nie wyklucza to jednak selektywnego otwierania kanałów komunikacji, o ile będzie ono prowadzone z zachowaniem ostrożności”. [4]
Teza ta jest z jednej strony dość powszechna, z drugiej — dyskusyjna. W rzeczywistości zapotrzebowanie na choćby częściowe odtworzenie układu sprzed 2020 roku istnieje zarówno w UE, jak i na Białorusi, ale jest ściśle ograniczone warunkami zewnętrznymi: wojną rosyjsko-ukraińską, ostrym konfliktem między UE a Rosją oraz brakiem czytelnej polityki wschodniej Unii bądź jej kluczowych państw. Nawet w tych warunkach część państw bliskiej zagranicy (takich jak Kazachstan, Azerbejdżan czy Uzbekistan) nadal skutecznie prowadzi politykę wielowektorowości, dostosowując ją do własnych potrzeb.
Oczywiście Białoruś znajduje się dziś w innej sytuacji niż te państwa. Jej nadmierna zależność od Rosji wynika jednak przede wszystkim z eskalacji w regionie i braku gwarancji bezpieczeństwa. Gdy zmieni się sytuacja, ulegnie zmianie także stopień tej zależności. Może pojawić się pole do politycznego manewru, ale już w nowych, zupełnie innych niż sprzed 2020 roku warunkach geopolitycznych. Problem polega więc nie tyle na braku możliwości, lecz na niecelowości powrotu do poprzedniego modelu relacji. Zamiast tego potrzebna jest nowa formuła stosunków, która pozostawi Mińskowi przestrzeń do politycznego balansowania.
Drugi wniosek: „Obecnie reżim Łukaszenki nie traktuje Polski jako partnera politycznego”. [5]
Podobnie jak poprzedni, brzmi on zbyt kategorycznie. Owszem, dziś żadne państwo UE nie jest partnerem Mińska, ale nie wynika z tego, że Mińsk nie jest zainteresowany poprawą relacji. Co więcej, z perspektywy władz białoruskich akurat Warszawa może być postrzegana jako istotny partner dialogu — ze względu na wspólne interesy logistyczne, kwestie bezpieczeństwa, potencjał wymiany handlowej z silniejszym gospodarczo sąsiadem oraz rolę, jaką Polska może odegrać w poprawie stosunków z całą Unią.
Inna sprawa, że praktyczną współpracę komplikuje cały splot problemów: presja na mniejszość polską na Białorusi, kryzys migracyjny, rosyjska agresja przeciwko Ukrainie, aktywne wsparcie białoruskiej opozycji przez Polskę, a przede wszystkim całkowity brak wzajemnego zaufania. Pytanie nie dotyczy więc samego zainteresowania, lecz drogi od interesu do jego konkretnej realizacji.
W części poświęconej relacjom białorusko-rosyjskim raport zawiera kilka istotnych obserwacji.
Po pierwsze, podkreślono, że kryzys migracyjny na granicach z UE może zostać wstrzymany, jeśli Mińsk tego zechce. Istotnie, wyobrażenie, że strumienie migrantów na granicę Białorusi z państwami UE są sterowane wprost z Kremla, jest mocno uproszczone. Mińsk ma własny interes w tym, by pokazać Unii błędność decyzji o zerwaniu współpracy w ochronie granicy. Ponadto władze białoruskie zawsze przywiązywały dużą wagę do kontroli granicy państwowej, a działania w strefie nadgranicznej nie zachodzą bez ich wiedzy.
Po drugie, na uwagę zasługuje rozróżnienie pomiędzy współagresją (co-aggression) a współuczestnictwem w działaniach wojennych (co-belligerence). Oddaje ono fakt, że Białoruś starała się ograniczyć swoje zaangażowanie w agresję przeciwko Ukrainie. Regionalne zgrupowanie wojsk Państwa Związkowego nie weszło do konfliktu, ostrzał rakietowy z terytorium Białorusi dawno ustał, a jej obszar nie jest wykorzystywany do bezpośrednich startów rosyjskich dronów uderzeniowych.
Zarazem, aby argument ten mógł posłużyć jako uzasadnienie złagodzenia sankcji i innych ograniczeń, Mińsk musiałby podjąć widoczne działania deeskalacyjne i pokojowe.
Po trzecie, raport podkreśla określoną autonomię Łukaszenki wobec Moskwy — fakt wcale nieoczywisty dla europejskiego środowiska eksperckiego i politycznego. Tymczasem właśnie on pozwala wyjaśnić na przykład odmowę bezpośredniego udziału Białorusi w wojnie po stronie Rosji. Na kwestię tę zwracał uwagę „The Wall Street Journal” w opublikowanym w czerwcu artykule „Russia Pressures Belarus in Bid to Open New Front in Ukraine War”.[6]
Dwa pozostałe wątki — więźniowie polityczni oraz rola ONZ — oświetlają ważne aspekty, markery i platformy stosunków Zachodu z Białorusią.
W raporcie sformułowano także siedem rekomendacji, które zdaniem autorów mogą zostać wdrożone przez państwa członkowskie UE. Sześć z nich skierowano bezpośrednio do Brukseli. Autorzy proponują, by Unia wypracowała własną strategię polityczną wobec Białorusi, niezależną od Stanów Zjednoczonych i odróżniającą Białoruś od Rosji. W ramach tej strategii UE powinna stworzyć mechanizm dialogu z Mińskiem, sprzyjający obniżeniu poziomu represji. Wymaga to od europejskich decydentów zdolności odróżniania realnych zmian od działań pozorowanych.
Autorzy uznają zniesienie sankcji za niemożliwe, postulują jednak unikanie „nadmiernych ograniczeń”, dopuszczając obecność europejskich inwestycji i przedsiębiorstw na Białorusi oraz możliwość handlu.
Siódma rekomendacja dotyczy Polski, która — według autorów — i tak będzie w przyszłości zmuszona sformułować bardziej aktywną politykę wobec Białorusi.
Trudno nie zgodzić się z ogólnym przesłaniem o potrzebie realistycznej strategii wobec Białorusi, zdolnej chronić interesy Unii Europejskiej. Obecnie UE nie dysponuje taką strategią nie tylko wobec Białorusi, lecz także wobec Rosji i innych państw za wschodnią granicą Wspólnoty. Pisaliśmy o tym szerzej w grudniu 2025 roku w tekście „The Future of the Eastern Partnership: Approaches and Recommendations”. [7]
Zarazem, mimo słuszności tego pomysłu, faktem jest, że Unia w obecnym kształcie najwyraźniej nie jest zdolna do tworzenia takich strategii politycznych. Funkcjonuje raczej jako platforma polityczna i gospodarcza, która pozwala skupić zasoby 27 państw wokół wspólnych projektów. Białoruś na razie trudno uznać za taki projekt — i tym bardziej trudno wokół niego zjednoczyć wszystkie 27 stolic.
Znacznie realistyczniejsze wydaje się sformułowanie i wdrożenie takiej strategii na poziomie narodowym, a następnie stopniowe włączanie do niej innych państw członkowskich. W tym układzie rola Polski w kwestii białoruskiej może być znacznie poważniejsza i bardziej konstruktywna niż obecnie, a jej głos ma w UE szczególne znaczenie ze względu na długą wspólną granicę z Białorusią. Dlatego też to Polska potrzebuje nowej polityki wobec Białorusi w znacznie większym stopniu niż Unia jako całość.
Wątpliwości budzi punkt dotyczący sankcji. W raporcie niemal nie pojawia się temat możliwych interesów Mińska w poprawie relacji z UE. Tymczasem jednym z nich jest oczywiście zniesienie sankcji. Rzecz jasna, zniesienie sankcji w okresie konfliktu z Rosją to temat niezwykle trudny, jednak zbyt sztywne stanowisko w tej kwestii już na starcie może podważyć skuteczność nowej polityki, ponieważ utrudnia znalezienie pola wspólnych interesów.
Podsumowując, raport oferuje świeże i praktyczne spojrzenie na relacje Zachodu z Białorusią oraz Białorusi z Rosją. Można go traktować jako udany impuls do rozpoczęcia dyskusji o możliwościach deeskalacji i wypracowania nowych kanałów dialogu między Unią Europejską a Mińskiem.
[1] Nie stracić Białorusi. Tak UE i Polska zaniedbują ten kierunek. P. 3.
[2] https://defence24.pl/geopolityka/nie-stracic-bialorusi-tak-ue-i-polska-zaniedbuja-ten-kierunek-raport
[3] Nie stracić Białorusi. Tak UE i Polska zaniedbują ten kierunek. P. 3.
[4] Nie stracić Białorusi. Tak UE i Polska zaniedbują ten kierunek. P. 4.
[5] Nie stracić Białorusi. Tak UE i Polska zaniedbują ten kierunek. P. 5.



